Konkretny letni trip> Kręcimy się po Karkonoszach... czyli Polska-Czechy-Niemcy

Więcej
7 miesiąc 4 tygodni temu - 7 miesiąc 4 tygodni temu #18757 przez Mariusz
Właśnie leżakuję na oddziale w szpitalu i "mam czas :/" na zrobienie relacji z wakacyjnych wojaży. Co prawda już listopad, ale postaram się
przypomnieć ile się da. Wiem, że na bieżąco byłoby łatwiej. No nic... startujemy ;)

Dzień 1.
Godz 9. Spotykamy się u mnie w Mikołajkach.

 

Szybkie gadu gadu - ustalenie szczegółów i w drogę. Kierunek Jagniątków. Jedziemy na Gardeję potem na Bydgoszcz. Na drodze Romuś szybko wypatrzył Karczmę Rzym i mieliśmy pierwsze ;) uzupełnianie sił :D

 

Ogólnie zamysł jak zawsze - ciśniemy do celu, a na miejscu zobaczymy co dalej.
Od Bydgoszczy jechaliśmy samymi eSkami. Stwierdzam, po raz kolejny, że to ogromna strata czasu i nuda jak ch.. ,ale co zrobić,  wiedzieliśmy że to co ciekawe to czeka na nas na miejscu.
Dojechaliśmy najedzeni :D przynajmniej ja ;) do naszej noclegowni "ZŁOTY BUK". 

 

Decyzja już wcześniej podjęta, że bierzemy 3 noclegi - nie jeździmy z tobołami.
Było ok 18. Po rozpakowaniu się wsiedliśmy na "lżejsze" maszyny i pojechaliśmy dalej - właśnie po to przyjechaliśmy .... żeby jeździć :D
Zrobiliśmy pierwszą przepiękną pętelkę, której nie udało nam się zrobić podczas wyprawy w 2021r. Zrobiliśmy malowniczą, krętą, ze ścianami skał tuż  przy drodze, traskę Sobieszów - Jagniątków - Szklarska Poręba. Zaliczyliśmy gwóźdz programu " TUUUUNEL " k. Jagniątkowa :D ..czyli ta dziura w skale hehe :F..... jakie alpy takie tunele hehe .

 
 
A tak serio to bardzo fajna sprawa.
Wróciliśmy na pokoje. Jeszcze na piechotę spacer w ciemnościach do sklepu po browar i spać.

Tego dnia nawinęliśmy 621 km.

aha. Tak na godzinę przed dotarciem do celu (ok 16-17 godz.)  Romuś zaliczył pierwszą glebę. Na szutrze na ostrym zakręcie zaliczył paciaka. Ale, gdy  leciał to jak prawdziwy bohater - brakowało jeszcze peleryny z napisem np "SUPER R". Romek opanował sztukę spadania z motocykla i naprawdę zrobił to profesjonalnie... z obrotem :)
Maszyna nie chciała przez chwilę odpalić i już się bałem, że jeszcze nie dojechaliśmy a już po zawodach, ale Romek wiedział, że będzie OK ....doświadczenie ;)
c.d.n.
Ostatnia7 miesiąc 4 tygodni temu edycja: Mariusz od.
The following user(s) said Thank You: markiz, Bazyl667, REROMEK

Please Zaloguj or Zarejestruj się to join the conversation.

Więcej
7 miesiąc 4 tygodni temu #18758 przez Mariusz
Dzień 2.

Pobudka 7 rano i na umówione śniadanie. Gospodarze bardzo pozytywni, chociaż pani domu miała troszeczkę w niesmak że dała się wmanewrować w robienie śniadań. Romek załatwił =]

Tego dnia ( i zresztą każdego :D ) pogoda idealna - słonecznie, nie za gorąco.

Dzień w siodle zaczęliśmy od ponownej przejażdżki przez tunel - super droga.
 I już na początku wydarzyło się coś, co mocno mnie powstrzymywało od szaleństw , aż do końca podróży. Mianowicie na jednym z winkli (mam nagrane na filmie - filmy później) coś mi gruchnęło w przednim kole. Dźwięk podobny jak wtedy, gdy się trze podnóżkiem o asfalt...chociaż takiego złożenia nie miałem.  Później, jak zjeżdżałem na luzie z górki, to było słychać tarcie co obrót koła - po
każdym większym winklowaniu. Z Romkiem kilka razy podczas całej podróży podnosiliśmy przednie koło i sprawdzaliśmy co jest przyczyną, ale bez obciążeń koło nie dawało żadnych oznak nieprawidłowości.  Psychika ciągle " z tyłu głowy " mówiła uważaj, a serce cieszyło się z nawijanych kilometrów ;]

No cóż... bez szaleństw jakich by się chciało na tych zakrętach ... ale do przodu :]  Podróż trwa. =]

Mijamy Świeradów Zdrój, przekraczamy granicę z Czechami po raz pierwszy . Docieramy do zamku Frydlant.
Maszyny parkujemy za 6 polskich złotych - nie mielismy koron - Pan parkingowy nie widział problemu z przyjęciem złotówek i poszliśmy na zwiedzanie (darmowe) zamku.

 

a z zamku takie widoki na pasmo gór Izerskich

 

Po zwiedzaniu obejmujemy kierunek na telewizyjną wierzę na górze Jeszted. Cała trasa, kręta mniej lub bardziej, po prostu super. Przejeżdżaliśmy przez różne malownicze miejscowości , z prędkościami spacerowymi. Jadąc delektowaliśmy się widokami i obcą kulturą. Przejechaliśmy między innymi pod mostem kolejowym Novina Railway Viaduct. Od dołu przypomina most w Stańczykach.
Od spodu jak potężny wiadukt ,ale na fotce z lotu ptaka (zdjęcie z neta) robi wrażenie.

 


 

Jadąc widzimy wierzę Jeszted raz po naszej lewej raz po prawej , tak kręcą te drogi. W końcu dojeżdżamy na podnóże góry i po opłacie kartą równowartości 27 zł wjeżdżamy na sam szczyt. Zajebiaszczy moment. Mijając pieszych na drodze o szerokości na "jedno auto" na stojąco wbijamy się na górę patrząc w przepaść po naszej lewej i przepiękne widoki.
(Film z wjazdu umieszczę później) 

 

Na szczycie park maszyn mieści się pod konstrukcją wierzy - wjeżdżamy do środka

 

za nami przepiękne  widoki , zero chmur

z konstrukcji jakieś stalaktyty wiszą i kapie na maszyny.

 

dziadostwo nie chciało dać się domyć :P

idziemy na górę zwiedzać , kawkę i coś do kawki.

 

c.d.n
 
The following user(s) said Thank You: Andrzej, REROMEK

Please Zaloguj or Zarejestruj się to join the conversation.

Więcej
7 miesiąc 4 tygodni temu - 7 miesiąc 4 tygodni temu #18759 przez Mariusz
 

 

Wracamy. Zjeżdżamy ze szczytu delektując się widokami i obieramy kierunek na Liberec. Miasto jak miasto, ale wyjeżdżając z niego to przejeżdżamy drogą taką jak naszą 100 zakrętów tylko z zajebiaszczą nawierzchnią - po prostu kilkanaście kilometrów zajebistej zabawy. Dalej dojeżdżamy do Harachowa zobaczyć skocznię narciarską.

 

Skocznia już ma swoje najlepsze lata za sobą i chyba więcej zawodów na niej nie będzie. Jest w kiepskim stanie.

Kręcimy się po okolicy i idziemy na tamtejsze specjały, czyli knedliki, mięcho i kapustę zasmażaną O!

 

a idąc do kibla rebus

 

;]

Syci wracamy do kraju od strony Harahova - też super winkle po obu stronach. Jednak ciągle głodni na jazdę ciśniemy do Karpacza i tam wjeżdżamy stromo po ciasnych uliczkach jak najbliżej kościoła Wang.  Ja już widziałem, ale Romek poszedł pozwiedzać.

 

Wróciliśmy już po ciemaku na chatę. Jakieś zakupy w biedrze itp. Ogólnie browar, Romek tylko jeszcze podlał marchewki w ogródku w swoim tablecie i spać
;)

Tego dnia nawinęliśmy zaledwie 240 km, ale za to jakich !! bajka !

aha.
Raz zboczyłem z trasy bo zobaczyłem fajny wiadukt. Nie było tam nic ciekawego i zawróciłem. Romek pojechał za mną, ale coś długo nie zawracał hmm ?! Jak pojechałem sprawdzić gdzie on, to .... już wracał ;)
to był drugi raz ;)
Pozdro Romek :)

c.d.n.
Załączniki:
Ostatnia7 miesiąc 4 tygodni temu edycja: Mariusz od.
The following user(s) said Thank You: REROMEK

Please Zaloguj or Zarejestruj się to join the conversation.

Więcej
7 miesiąc 4 tygodni temu - 7 miesiąc 4 tygodni temu #18760 przez Mariusz
Dzień 3.

Dziś pędzimy na Most Bastei w Niemczech , bramę Pravcicką i Piekielne Doły w Czechach.
Jadąc na most wybraliśmy trasę - patrząc na mapę - w linii prostej. Skutkiem tego było to, żeby dojechać do celu musieliśmy przekraczać granicę kilka razy. A więc : Polska > Czechy  > Polska > Niemcy > Czechy i finalnie Niemcy.

Trochę dziwnie się czuje jak wjeżdżasz do Czech, dzień po dniu mijasz zamek Frydlant - nie zawracasz się i nagle widzisz kopalnie Turów w Bogatyni i nagle taki zonk w głowie ?!
Przecież wyjechaliśmy z Polski ? :D

 

I tak jadąc i obserwując jak kilkukrotnie zmieniają się znaki drogowe i napisy na budynkach pisane w różnych językach finalnie dojeżdżamy do Bastei Brucke.

na miejscu kontsernacja, bo parking 3 km przed celem. Parkomaty przyjmują tylko gotówkę .... a my zelektronizowani :P Jakieś małżeństwo z Polski wjechało i wyjechało zostawiając 10 Euro w parkomacie, które na szczęście od kilku lat leżało w portfelu. Gdyby tego nie mieli to nawet by nie wyjechali z tamtąd - żadnego ciecia w okienku a szlaban automatyczny.

My za to szczupli na motorze prześlizgnęliśmy się koło szlabanu i ... zaparkowane :P a co !

 

Tego dnia było gorąco. Jeżdził autobus podstawiony specjalnie pod tą atrakcję i brał 3 euro w dwie strony ... tylko że trzeba było je mieć :/  I wtedy to małżeństwo do nas "czy jedziemy z nimi ich autem te 3 kilometry ? " Było napisane że droga tylko dla busów i gości hotelu, ale ch... co mamy do stracenia. ?

Na miejscu okazało się że jest drugi, może nie tak duży jak ten pierwszy, ale także spory parking. Ta sama opłata za maszynę i jeszcze bankomat. Po prostu Niemcy w ch... robią turystów. Zamiast wydawać na autobus tyle samo możesz dać za parking motonga pod samym mostem. My nie straciliśmy - bardziej ta rodzinka co nas podwiozła. Romek wypłacił kilka euro żebyśmy mieli na powrót busem. Prowizja bagatela 25 zł - chyba ,ale było dużo.

Poszliśmy na most - wejście gratis

 

 

 

Tam Romek, bogaty w Euro, kupił na dwa bilety na ścieżkę z której można było zobaczyć most nie będąc na nim - koszt 1 euro od osoby ;)

 


Pozwiedzaliśmy i wróciliśmy do maszyn. Kierunek brama Pravcicka. 
Ujechaliśmy z 3 km i nagle lampka w głowie "gdzie, kuchwa, moja kamera !!" - kurna kładłem ją na tylnej kanapie jak się ubieraliśmy. Szybki zawrót i nie patrzyłem że to Niemcy - jakiegoś mercedesa jeszcze wyprzedziłem - oj zapieprzałem... huk z mandatem ... huk z kamerą ... moje nagrania aaaaa :/ 
Na miejscu kamery nie było ... okazało się że schowałem ją do kufra ... cóż ... życie ... UFF !! . spokojnie wróciłem do Romka.

Przejeżdżając przez Niemieckie miasteczka jechaliśmy za jakimiś potężnymi dwoma bmkami - motorki - i tak spacerowo wzdłuż rzeki Łaby - jak typowi turyści dojechaliśmy do celu.

 

Trochę nam zeszło na tym moście i stwierdziliśmy, że ta brama jakaś podobna i już robiliśmy ... nie.. już po prostu byliśmy głodni .Dookoła drogo i z parkingiem i z jedzeniem.. decyzja - jedziemy dalej.

Za 10 minut byliśmy w restauracji z miejscowości oddalonej o kilka kilometrów. Jeszcze jakiś motocyklista polecił nam parking z drugiej strony ulicy żebyśmy nie musieli płacić !

Po drodze przejeżdżaliśmy przez wąwóz gdzie był ślad po poważnym pożarze

 

Mówili że brama pravcicka po pożarze inaczej wygląda - czyli ją też dosięgnęło.

Żarełko - nie pamiętam co jadłem, ale też coś regionalnego i pamiętam że było dobre.
Pamiętam za to kelnera, któremu płaciliśmy w euro, złotówkami i kartą heheh . 
Coś w stylu:
-  a 5 euro to ile to zł ? 
- jakieś 20. 
- Aa czyli coś ponad 100 koron . Ok, to pasuje :)
ZAPŁACONE :P

c.d.n

 
Ostatnia7 miesiąc 4 tygodni temu edycja: Mariusz od.
The following user(s) said Thank You: REROMEK

Please Zaloguj or Zarejestruj się to join the conversation.

Więcej
7 miesiąc 4 tygodni temu - 7 miesiąc 4 tygodni temu #18761 przez Mariusz
Syci obraliśmy kierunek Piekielne Doły.
Pech chciał że dojechaliśmy o 18:15 a jaskinie zamknęli kwadrans wcześniej. Pokręciliśmy się chwilę, porobiliśmy fotki i dalej w drogę. Szkoda, ale nie ma co płakać - będzie trzeba wrócić, a i tak mamy gdzie jeździć :)

 

 

 

 

 

Na chatę wróciliśmy po ciemniaku. Zakupy w Szklarskiej i tankowanie maszyn na Orlenie. Z Orlena były jakby dwa wyjazdy. Pojechałem pierwszy i czekam na Romka i się ... doczkeć nie mogę ;) Zawróciłem się i go nie było. Wróciliśmy te kilka kilometrów osobno. Jak dojechałem do chaty Romek był na miejscu.

Potem się okazało, że wycofując maszynę z parkingu ... się wyłożył :) (pozdro Romek) i potem mnie gonił żeby dogonić. hmm. Sęk w tym że nigdzie nie uciekałem, tylko czekałem na niego przy innym wyjeździe :D:D:D 
hehe ryj się cieszy jak se to przypomnę - chociaż wtedy było ciemno i byłem zmęczony i nie było mi do śmiechu ! :)

Tego dnia nawinęliśmy 366 km. Dużo się działo i też odczuwaliśmy już zmęczenie całą podróżą.
Browar, podlewanie ogródka i spać :)


c.d.n


 
Ostatnia7 miesiąc 4 tygodni temu edycja: Mariusz od.
The following user(s) said Thank You: REROMEK

Please Zaloguj or Zarejestruj się to join the conversation.

Więcej
7 miesiąc 4 tygodni temu - 7 miesiąc 4 tygodni temu #18762 przez Mariusz
Dzień 4.

Powrót.
Pakowanie ostatnie spojrzenie na ogród, o którym gospodarz opowiadał, że każde drzewo ma swoje imię - historię każdego krzaczka itp.. no .. ładny :)

 

W drodze powrotnej zajechaliśmy do słabego bistro ze smaczną rybką .
Następne kilometry i godziny i kawka na Orlenie.

Podróż powrotna spokojna i ciekawsza od dojazdu na miejsce bo wybraliśmy trasę bez S i autostrad promów i statków kosmicznych, a wyglądał tak :

 

linia prosta ... przez Miasta, wiochy i wioseczki .

Dojechaliśmy cali i zadowoleni  :)

Dzięki Romek za wspaniałą przygodę.

Do następnego LwG !!

K O N I E C


aha.
w mojej maszynie wymieniłem łożysko w przednim kole i więcej problemu nie ma  jest git :D
A Romek ma zajebiste gmole w swojej maszynie - ja to miałbym już kierunkowskazy połamane
pzdr.
Ostatnia7 miesiąc 4 tygodni temu edycja: Mariusz od.
The following user(s) said Thank You: REROMEK

Please Zaloguj or Zarejestruj się to join the conversation.

Czas generowania strony: 0.627 s.
Zasilane przez Forum Kunena